Sucre

Pożegnanie z Sucre było jak przebudzenie się ze snu… dobrego snu. Odnalezienie się w mieście było łatwiejsze niż mi się wydawało. Bary, restauracje, koncerty… cały pakiet. Było dość miło, po raz pierwszy w czasie podróży miałem namiastkę życia towarzyskiego. Dosyć odmienne od samotności pedałowania. Poznałem tyle wspaniałych ludzi a mój harmonogram był tak zapełniony, że miesiąc przeleciał nie wiadomo kiedy. Lekcje hiszpańskiego, charango a nawet tańca salsy stały się moją nową rutyną. Pomiędzy nimi piwo.. w dużych ilościach. Sucre znane jest z kolonialnej architektury i…. szkół języka hiszpańskiego. Wielu turystów decyduje się zostać tutaj aby poprawić swoje umiejętności językowe. Dosłownie na każdej ulicy jest szkoła hiszpańskiego. Rezultat jest taki, że miasto jest pełne wszelkiej maści podróżników i nie brakuje dobrego towarzystwa. Z tego powodu mówiłem o Sucre ‘miasto gringo’ z ‘gringo barami’. Serio, gdyby ktoś cię przeteleportował do jednego z tych miejsc i miałbyś zgadnąć gdzie jesteś, Boliwia z pewnością nie znalazła by się w czołówce listy. Klientela to przede wszystkim mieszkańcy zachodnich krajów a językiem najczęściej słyszanym jest angielski. Właścicielami wielu z tych miejsc są także ludzie z krajów pierwszego świata. Ale są także inne miejsca i miałem trochę szczęścia zapoznać się z lokalnymi i spędzić z nimi trochę czasu, doświadczyć tej drugiej strony miasta. Prawda jest niestety taka, że światy gringo i boliwijczyków w dużym stopniu są od siebie odrębne. Jedna strona wini drugą. “Gringo nie chcą się integrować” oraz “Boliwijczycy są niemili i trzymają dystans”. Prawda, jak to zwykle bywa, jest gdzieś pośrodku. Koniec końcem Sucre nie jest reprezentatywne dla Boliwii i nie trudno spędzić tu tygodnie nie wypowiadając jednego słowa po hiszpańsku. Po miesiącu intensywnego imprezowania nadszedł czas ruszyć dalej i udało mi się przekonać Dave’a, mojego rowerowego koleżkę, który utknął w Sucre na 3 miesiące, abyśmy ruszyli razem. Nasza odprawa była nieco opóźniona. Najpierw wpadłem na pomysł usprawnienia mojego roweru i zamontowania jakiegoś rodzaju toreb na przedzie aby móc wziąć więcej jedzenia w odludny obszar Boliwii, który obrałem za trasę. Ponieważ dostanie przedniego bagażnika jest praktycznie niemożliwe w Boliwii, wiedziałem że będę musiał wykazać się pewną dozą kreatywności. Kilka miesięczy wcześniej napotkałem rowerzystę z Argentyny, który zaimprowizował swoje torby z plasikowych pojemników. Udałem się więc na targowisko i zakupiłem dwa piękne białem plastikowe kanistry. Odwiedziłęm 5 czy 6 warsztatów, ale panowie byli dość bezużyteczni. Odsyłali mnie do sklepów rowerowych, albo migali się, że nie mają narzędzi, materiału albo że byli zbyt zajęci. No cóż, zawsze możesz polegać na sobie. Wstąpiłem do pierwszego sklepu metalowego i zakupiłem sporo śrubek, nakrętek i innych gadźetów, które w moich oczach nadawały się do wypełnienia misji. Wróciłem do domu pełen dobrych chęci…. dwa dni później kanistry zostały zamocowane do widelca. Geniusz inżynierii… ciekawe czy odpadną na pierwszym zakręcie. Dzień przed planowanym wyjazdem wybrałem się na koncert folkloru boliwijskiego. Byłem tak głodny, że zakosztowałem jedzenia z czterech różnych stoisk… głupi pomysł. To tak jakby grać w rosyjską ruletkę z czteroma kulami w komorze rewolweru. I oczywiście następny dzień spędziłem w toalecie kierując dolny bądź też górny koniec przewodu pokarmowego w kierunku dużego białego telefonu. Ale wreszcie udało się, wyjechaliśmy z Sucre. Miasteczko to jest tak małe, że w momencie byliśmy poza nim na drodze w kierunku Potosi. Góry, droga, dwa rowery. Tak znajome, że nie byłem pewien czy epizod w Sucre nie był tylko snem….dobrym snem.

Fotki są dosyć inne niż dotychczas. Nie wyciągałem aparatu zbyt często, więc spodziewajcie się sporej dozy przypadkowości i nieostrości, zupełnie jak moje doświadczenie z pobytu w Sucre :).

1-P1000882
Shisha Lounge Cafe, gdzie grino i Boliwijczycy przecinają drogi :)

2-P1000892
La Flor Del Paradiso… w naszym ogrodzie!

3-P1000908
Współlokatorzy!

4-P1000926
Cajon peruano i gitara – doborowe towarzystwo.

5-P1000990
Nazwa ‘Białe Miasto’ nie istnieje bez powodu.

6-P1000999
Paul i jego rękodzieło.

8-P1010004
Nieostro

9-P1010014
Nasz zwierzak

7-P1010003
Cud inżynierii… czas ruszyć w drogę

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

"Life is like a 21 speed bicycle-most of us have gears we never use"