Treking w Peru

Po pięciu miesiącach pedałowania nadszedł czas na zmiany. Zdeponowałem rower w ‘casa de ciclistas’ w La Paz i wyruszyłem do Peru na zaplanowany miesiąc trekingowy. Kiedy po raz pierwszy wsiadałem do autobusu czułem się nieco nieswojo. Nie zajęło mi jednak dużo czasu odnalezienie się w roli pełnoetatowego ‘mochilero’. Kto nie lubi paplaniny proponuję przeteleportować się do fotek pod nieco długawym tekstem prawiącym o szlakach, które mieliśmy przyjemność wykonać w pięknej krainie zwanej Peru.

Cachora do Machu Picchu :
To był najtrudniejszy trek jaki zrobiliśmy i tak się jakoś złożyło, że był on pierwszy na liście. Wyprawa nie zaczęła się zupełnie dobrze. Sparowaliśmy się z trójką izraelskich backpakerów i kiedy wysiadaliśmy z porannego autobusu z Cusco do Cachora padał śnieg (co jest dość nietypowe dla tego regionu Peru). Pewna starsza pani ze łzami w oczach starała się nas zatrzymać mówiąc, że wszyscy zginiemy w śniegu. Udało nam się ją nieco uspokoić i czmychnąć z autobusu. Kiedy odbierałem plecaki moje skromne matematyczne umiejetności były dość uśpione albo z racji godzin wczesnoporannych albo przez ten śnieg, sam nie wiem. Kiedy autobus zaczął się toczyć ktoś krzyknął “gdzie jest piąty plecak?” Kur…. Na szczęście jeden z chłopaków był całkiem dobrym sprinterem i pomógł znacznie fakt, że autobus miał dosyć stromy podjazd przed sobą. Wehikuł został zatrzymany i piąty plecak znalazł się w rękach właścicielki. Istotnie, niezbyt dobry poczatek.
Potem wszystko poszło w miarę gładko. Szlak jest niesamowity. Wiedzie przez mniej znane ruiny Choquequirao (”odbudowane” przez peruwiański rząd, co wzbudziło spore kontrowersje) i łączy się z bardziej popularnym szlakiem Salcantay prowadzącym do Machu Piccchu.
Miałem dosyć spore opory odwiedzenia Zagubionego Miasta Inków. Tyle razy słyszałem ‘po prostu musisz to zobaczyć’, ale wpsychlopaths.comonywało. Kiedy dowiedziałem się o tym szlaku, pomyślałem, że skoro muszę zaliczyć najbardziej turystyczną atrakcję Ameryki Południowej to chociaż dotrę tam w mniej turystyczny sposób. I rzeczywiście, po drodze spotkaliśmy tylko jedną grupę łazików, co może mieć związek z trudnością trasy. Prawie każdego dnia 1000 i więcej metrów w górę i tyle samo w dół. Nie każdy chce przejść przez takie tortury. Machu Picchu pewnie było kiedyś warte odwiedzenia, ale obecnie jest to masowa atrakcja za ‘jedynie 99.99′. Jest to tak autentyczne jak postać wycięta z kartonu. 800 tysiecy turystów odwiedzających każdego roku. Podobnie rozczarowujące doświadczenie jak wodospady Iguazu w Brazylii/Argentynie. Nie moja to rzecz.

Kanion Colca

To miał być kilkudniowy trek wiodący w dół jednego z najgłębszych kanionów na świecie z możliwością obserwowania andyjskich kondorów szybujących wśród skał. Niestedy, po pierwszym dniu, kiedy szukaliśmy miejsca na rozbicie namiotu poczułem ostry ból w nodze. Automatycznie spojrzałem w dół i zobaczyłem kulkę kaktusa przytwierdzoną do moich spodni. Ze ścięgna achillesa wyciągnąłem 2cm cierń. To by było na tyle. Zamiast oglądać kondory spędziliśmy noc w wodach termalnych. Do tej pory nie jestem pewien jak można tak wleźć na kaktusokulkę a może to był jakiś agresywny gatunek który rzuca się na ciebie, kiedy nie patrzysz. Na zawsze pozostanie to nierozwiązaną zagadką.

Santa Cruz trek in Cordillera Blanca

Postanowiliśmyh zrobić najbardziej popularny szlak w Cordillera Blanca z małym objazdem aby móć podziwiać najbardziej seksowną górę świata – Alpamayo. Jak to zwykle bywa w górach pogoda może zepsuć wszystko i tym razem nie mieliśmy dużo szczęścia. Drugiego dnia załamała się pogoda. Zaczął padać deszcz, śnieg i wszystko co może padać. Zmarznięci i mokrzy, wśród chmur, które odmówiły nam podziwiania ponoć zapierających dech widoków, ledwie mogliśmy odnaleźć szlak, który skończyliśmy po trzech dniach w dość pochmurnych nastrojach.
Jeśli zaś chodzi o Alpamayo, to dość ciekawa sprawa. W latach 60tych pewne niemieckie czasopismo ogłosiło konkurs na najpiękniejszą górę świata i tytuł dostał się Alpamayo. Nie wiem które góry wzięły udział w tym dość niepoważnym konkursie piękności, ale etykieta najpiękniejszej góry świata przykleiła się do Alpamayo. Nie zrozumcie mnie źle. Alpamayo to bardzo atrakcyjna i seksowna góra… tak jak wszystkie inne w okolicy oceniając chociażby po pierwszym dniu treku, kiedy pogoda była jeszcze znośna. Ponieważ czytelnicy głosowali na podstawie fotek, byłoby słuszniej ogłosic konkurs na najpiękniejszą fotografię świata przedstawiającą górę, no ale tak to już bywa. Głupcy tacy jak my idą tam spodziewając się nie wiadaomo czego a co bardziej doświadczeni wspinacze mają dobry powód do podśmiewania. Nic nowego, proszę się rozejść.
Nie moge nie wspomnieć powrotu do cywilizacji. Skończyliśmy trek wczesnym popołudniem w małej wiosce Vaquería. Jedyny autobus już odjechał więc postanowiliśmy spróbować szczęścia i złapać stopa. Jest to dosyć trudne przedsięwziącie, gdyż przez całe popołudnie przejechał tylko jeden samochód. Zrezygnowani postanowiliśmy zostać w wiosce na noc, tym bardziej, że zaoferowano nam nocleg na zapleczu lokalnego sklepiku. Właściciel obiecał obudzić nas na autbus który miał pojawić się o 3ciej nad ranem. Kiedy wygrzebaliśmy się na zewnątrz czekał już jeden pasażer. Autobus okazał się byc małym vanem i kiedy zatrzymał się na przystanku był pełniutki, zapakowany…. tak mi się przynajniej wydawało. Kierowca wyskoczył z samochodu, otworzył boczne drzwi, położył koc tuż za swoim siedzeniem i zaprosił nas do środka. Mi dostało się ‘najlepsze miejsce’ w środku, siedząc na małym wybrzuszeniu w podłodze, przez które przepływa powietrze ogrzewania (uświadomiłem sobie to wtedy, kiedy kierowca włączył ogrzewanie i mój tyłek zaczął się smażyć). Doliczyłem się 18 dorosłych i 3 dzieci. Było tak mało miejsca, że musiałem położyć jedną stopę na drugiej a moje kolano z braku miejsca wciskało się między nogi kobiety siedzącej przede mną. Dziecko, które miała na kolanach wkrótca zasnęło i osunęło się na moje nogi… czemu nie. Pierwsza połowa trasy wiodła przez przełęcz na ponad 4tys metrów i ponieważ w drodze było więcej dziur niż samej drogi, siedzenie które zostało wciśnięte między siedzenie kierowcy i pasażera spychało mnie z mojego ‘siedzenia’. I pewnie by mnie z niego zepchnęło gdyby było wystarczająco dużo miejsca żeby to zrobić. Zamiast tego, moje nogi coraz bardziej wbijały się w pasażerki, które niefortunnie znalazły się przede mną. Jak można sobie wyobrazić nie były one najszczęśliwsze z tego powodu. Moim jedynym zmartwieniem jednak było łapanie świeżego powietrza, które wlatywało przez półotwarte okno kierowcy. Ta piekielna jazda trwała jakieś 4 godziny i kiedy w końcu wysiedliśmy na miejscu chciałem rzucić się na kolana i ucałować ziemię.

Cordillera Huayhuash
Nasz ostatni trek w Peru to ośmidniowa pętla w legendarnej Cordillera Huayhuash. Legendarna jest, jak sądze, głównie z powodu dramatycznej historii opisanej w książce ‘Touching The Void’. Jest to także jeden z najbardziej oddalonych szlaków w okolicy Huaraz. Tym razem skumaliśmy się z niemiecką parą. Postanowiliśmy pójść na łatwiznę i wynająć poganiacza z mułami aby ulżyć nieco naszym plecom. Odwiedziliśmy kilka agencji i dobiliśmy targu. Poganiacz będzie czekał na nas w miejscu gdzie zaczyna się szlak o 10 rano. Świetnie! Zaopatrzyliśmy się w prowiant na 8 dni dla pięciu osób I ruszyliśmy w bój. Dotoczyliśmy się do Pocpa około 10tej i zatachaliśmy wszystkie rzeczy w okolice jedynego mostu – umówionego miejsca spotaknia. Około 11tej zrobiliśmy sie nieco niecierpliwi. Nie uspokoił nas fakt, że nikt z lokalnych, z którymi rozmawialiśmy nie znał poganiacza o imieniu, które podali nam ludzie z agencji. Postanowiliśmy zadzwonić do nich i zobaczyć co jest grane.
“Poganiacz jest na moście.”
“Ale my czekamy na moście i nie ma tam żadnego poganiacza.”
“To w takim razie musi być na placu.”
“Dzwonimy do was z placu i nie ma tutaj nikogo”
“Ale on tam jest!”
“Mówię ci, że jesteśmy tutaj i ani śladu poganiacza”
“OK, Zadzwońcie do nas za pół godziny”
Po kilku frustrujących telefonach tego typu agencja w końcu przyznała, że gość przepadł i że zorganizują nam innego poganiacza.
“A jak ma na imię ten nowy poganiacz?”
“Iwan… mniej więcej”
O nie, przekręceni przez agencię i z ciężkimi worami, których nie jesteśmy w stanie nieść. Kiedy siedzieliśmy koło mostu i debatowaliśmy co robić, pojawił się gość z czteroma mułami. To nasz koleś! Nareszcie udało mu się dotrzeć… ale zachowuje się trochę dziwnie. Nie zajęło nam zbyt dużo czasu zorientowanie się, że jest totalnie zalany. Ledwie stał na nogach i nawet udało mu się raz przewrócić. Na szczęście pojawił się inny poganiacz w lepszym stanie i pomógł zapakować toboły na muły. Nie byliśmy przekonani, że powinniśmy ruszyć w drogę z tak nahukanym gościem, ale ostatecznie doszliśmy do wniosku, że nie mamy wiele opcji jeśli chcemy ruszyć w bój. Kiedy dotarliśmy do miejsca kampingu ujrzeliśmy dość zabawną scenę. Nasz poganiacz śpi siedząc na swoim koniu, który ignorując zbędny balast na swoim grzbiecie, pasie się w najlepsze. Muły także rozbiegły się po łące z naszymi rzeczami. Próbowaliśmy je spędzić w jedno miejsce i je rozjuczyć. Wyperswadowanie mułowi żeby się gdzieś przesunął jest dość niemożliwym do wykonania zadaniem. Nie ważne jak mocno ciągnąłem za uzdę, zwierze pozostawało zupełnie obojętne na moje desperackie wysiłki. Na szczęście na kampingu była także inna grupa i jej poganiacze zlitowali się nad nami. Magicznymi pogwizdywaniami i cmokaniami spędzili muły w jedno miejsce w pięć minut. Próbowali także nawiązać kontakt z naszym gościem, ale ten pozostał poza zasięgiem werbalnej komunikacji. Wcześnie rano pojawił się przy naszych namiotach i przeprosił za swój stan nieważkości. Nie ma sprawy! Było śmiesznie!

Sam szlak jest z pewnością najpiękniejszy jaki kiedykolwiek przeszedłem, z powalającymi panoramami na każdym kroku z kulminacyjnym widokiem z ponad 5000m przełęczy San Antanio na Yerupachę, Siulę i inne szczyty, których nazw nie pamiętam :). Pomimo dość chłodnych nocy i poranków mieliśmy dużo szczęścia z pogodą. Magiczne przeżycie.

I tak moje wakacje od wakacji w Peru minęły dość szybko. Poza torturowaniem swoich nóg na szlakach, swój wolny czas spędzałem głownie próbując odzyskać nieco z moich zgubionych 12kg jedząc absolutnie wszystko i w każdych ilościach. Na pierwszym miejscu było ciasto czekoladowe a zaraz za nim uplasowały się tłuste churros. Nadszedł czas aby powrócić do mojej drugiej dziewczyny, która cierpliwie czeka na mnie w La Paz. Postanowiłem zawrócić na południe i popedałować do Ushuaia na ‘koniec świata’. Teraz jest na to dobry czas.

01-P1000038
Cachora do Machu Picchu.

02-P1000079
Ruiny Choquequirao.

03-P1000118
Ładne miejsce na namiot.

04-P1000133
Cachora do Machu Picchu.

05-P1000134
Wspinanie się po tej serpentynie było dosyć żmudne

06-P1000137
Tory prowadzące od zaplecza do Machu Picchu.

07-P1000177
Te mrówki z pewnością maszerują aby zobaczyć największą atrakcję turystyczną Ameryki Południowej ;).

08-P1000210
Cusco, Marketing stoiska mięsnego. Uśmiech!

09-P1000223
Colca, kaktusowa kraina.

10-P1000238
Pola tarasowe w okolicy Colca.

11-P1000249
Wyborowy jeździec w pięknym uniformie.

12-P1000330
Santa Cruz, Cordillera Blanca.

13-P1000372
Alpamayo. Czyż nie jest naprawde piękna ;).

14-P1000425
Memento mori, Cordillera Huayhuash.

15-P1000433
Cordillera Huayhuash.

16-P1000438
Atrakcyjna krowa.

17-P1000440
Cordillera Huayhuash.

18-P1000504
Cordillera Huayhuash.

19-P1000519
Cordillera Huayhuash.

20-P1000527
Cordillera Huayhuash

21-P1000544
Poranki bywały dość chłodne.

22-P1000548
“Robić rzeczy inaczej” tym razem oznaczało “niech muły niosą twoje rzeczy”. Całkime mi się to podobało.

23-P1000598
Cordillera Huayhuash.

24-P1000635
Cordillera Huayhuash.

25-P1000669
Dziwokwiatki.

26-P1000672
Cordillera Huayhuash.

27-P1000696
Cordillera Huayhuash.

28-P1000698
Cordillera Huayhuash.

29-P1000720
Cordillera Huayhuash.

One Response to Treking w Peru

  1. Shooter says:

    wyprawa marzenie! Ale jakoś nie widzę drastycznego wpływu “diety” na ciebie.Może ubrania cie poszerzają? Gdybym mógł wkręciłbym się na coś takiego, ale musiałbym wziąć na hol osiołka z zapasem bandaży, maści i czego tam jeszcze. Tak czy siak zazdroszczę wam calym sercem i kibicuję setnie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

"Life is like a 21 speed bicycle-most of us have gears we never use"